Trzy Wiedźmy. Terry Pratchett

Trzy Wiedźmy. Terry Pratchett

2015-04-10 | Artur Wyszyński | Literatura | Wyświetleń: 2183 | Wersja PDF | Wydrukuj
Czyli Makbet w Świecie Dysku.

W odległych Ramtopach, w Królestwie Lancre, umiera stary Król Verence. Śmierć jest z przyczyn naturalnych (dla króli) – nóż w plecach. Do władzy dochodzi jego kuzyn książę Leonal Felmet i jego żona Lady Falme. Są nie tutejsi. Mają swoje metody na sprawowanie władzy. Nienawidzą królestwa.

Syn Verence trafia w ręce trzech wiedźm, które próbują odprawiać sabat. To jednak nie one go wychowają – za blisko uzurpatora. Przekazują niespełna rocznego chłopaka grupie wędrownych aktorów pod wodzą Olwyna Vitollera. Chłopak będzie tam bezpieczny.

One same, czyli Babcia Weatherwax, Niania Gytha Ogg i Magrat Garlick zostają w Lancre. Królestwo je potrzebuje i dosłownie prosi o pomoc. Jak Książę nienawidzi królestwa, tak i ono nienawidzi swojego „władcy”. Ktoś musi pomóc w powrocie prawowitego następcy tronu.

Książę ma wyrzuty sumienia, Verence sam na nóż nie upadł. Felmetowi maniakalnie próbuje usunąć krew z dłoni, sięgając po coraz bardziej wymyśle metody. Spokoju mu również nie daje duch zamordowanego króla, a to mu szepce coś do ucha, a to mu owsiankę przesoli.

Królestwo długo z takim władcą nie wytrzyma, czarownice wpadają na pewien pomysł.

Trzy Wiedzmy jest pierwszą z książek w której pojawia się trio: Babcia Weatherwax, Niania Ogg i młoda Magrat. Każda z nich jest inna, każda ma swój charakter. Babcia jest najpotężniejsza i najmocniej stąpa po ziemi, Niania to hulanka, swawole i piosenki (szczególnie ta o jeżu). Magrat jest najmłodsza i dopiero zaczęła swoją karierą jako wiedźma, dużo czyta, lubi okultystyczną biżuterię i chciała by przywrócić tradycję sabatów, na co jej koleżanki nie bardzo mają ochotę. W każdym razie bardzo przyjemnie się o ich perypetiach czyta.

Jako że nie samymi wiedźmami czytelnik żyje, znajdzie się tu miejsce i na Tom Johna, aktorów, twórcę sztuk teatralnych krasnoluda Hwela, błazna (nieodzowny element życia zamkowego). Będzie miłość, poznamy co znaczy tradycyjna kuchnia zamkowa, i dlaczego kucharz ma nerwice. Poznamy Greebo kota Niani, który na pewno nie jest miłym i małym kotkiem.

Terry Pratchett całymi garściami miesza najróżniejsze odwołania do popkultury ze sobą w tyglu (nie koniecznie takim dla wiedźm). Wychodzi mu z tego bardzo przyjemna w odbiorze powieść. Częstotliwość puszczania oka do czytelnika, przypomina z lekka stroboskop.

W świecie dysku Terry miał różne cykle. Ten o czarownicach nie jest moim ulubionym – na opis jego jeszcze przyjdzie czas – ale znajduje się na drugim miejscu. Być może komuś komu nie spodobał się inny cykl, po ten sięgnie z większą chęcią.

Artur Wyszyński

 Ten tekst jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa
                        3.0 Polska.

Ten tekst jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.

Archiwum

Zobacz również: