Niniejsza strona korzysta z ciasteczek (cookies).
Zobacz szczegóły.
ArtulinoNet na Facebook
Artulino na Twitter
Artulino na Google+

Wojna Starego Człowieka. John Scalzi

Wojna Starego Człowieka. John Scalzi

Czyli wojsko nie do końca geriatryczne.

Co można robić na emeryturze - mając np. 75 lat? Można odpoczywać, chodzić na spokojne spacery, wspominać przeszłość. Spotykać się z znajomymi i wymieniać najnowsze nowinki medyczne - co gdzie strzyka, co boli i co zaczyna być niewydolne. Można też zajmować się „profesjonalnym monitoringiem osiedla”. Można odwiedzać groby dawnych wrogów i przyjaciół być może również grób żony. W końcu można też zrobić to ostatnie, a następnie... wstąpić do armii! I to nie byle jakiej armii, tylko kosmicznej!

John Nicholas Perry właśnie tak zrobił, co ciekawe jego zaciąg nie jest czymś dziwnym, nie on jeden wstępuje w takim wieku do armii. Wiele osób w podeszłym wieku woli wstąpić do armii, niż czekać na nieuchronną śmierć, kiedy organizm coraz trudniej sobie radzi z egzystencją na świecie.

 

Minusem zaciągu jest fakt, że już nigdy nie będzie mógł wrócić na Ziemię. Jednak zostanie poddany „niezbędnym” zabiegom medycznym. W takim wieku ciężko jest walczyć z własnym organizmem, nie wspominając o tabunach krwiożerczych, opętanych szałem zabijania obcych. Co to za zabiegi? Tego nikt z rekrutów nie wie. Są oni jednak dobrej myśli.

 

Jego nowym chlebodawcą będzie Unia Kolonialna. Struktura posiadająca monopol na statki z napędem skokowym. Nie jednak lubi przewozić wiadomości i turystów. Wiadomości o wydarzeniach w wszechświecie pochodzą tylko od niej. Dysponuje ona również nieosiągalną dla ziemian technologią. Nie dzieli się z nikim - to takie kosmiczne państwo. Swoich obywateli rekrutuje z kolonii, a z Ziemi wyłącznie z krajów biedniejszych. Mieszkańcy krajów pierwszego świata aby stać się jej obywatelami muszą swoje odsłużyć.

 

Jak wygląda walka tak zaawansowanego wiekowo wojska? Przecież nie każdy może być jak Dżyngis Cohen Barbarzyńca (Ciekawe Czasy) :-) Autor wybrnął z tego, ale nie będę zdradzał w jaki sposób. :-)

 

Wojnę Starego Człowieka” czyta się jak klasyczną powieść science-fiction. Jest walka, są kosmiczne podróże, obowiązkowy trening wojskowy z stereotypowym, wrzeszczącym sierżantem, więź między rekrutami, a później żołnierzami. Są obcy których należy zabić, ale najpierw się przed nimi obronić. Jest śmierć towarzyszy jak i bohaterstwo i poświęcenie. Czyli klasyka.

 

Mam zastrzeżenie do głównego bohatera, owszem rozumiem, że to GŁÓWNY bohater, ale John Scalzi każe robić mu takie rzeczy, że on sam (ew. z szwagrem) sami by II Wojnę Światową wygrali. To ON jest zawsze na miejscu, to ON znajduje jedyny możliwy sposób, to w końcu ON dokonuje zawsze najbardziej bohaterskich i spektakularnych akcji. Trochę za bardzo jest bohaterski. No, ale może się czepiam. :-)

 

W każdym razie, powieść „Wojna Starego Człowieka” czyta się lekko, z przyjemnością. Bardzo ciekawy jest motyw rekrutacji tak zaawansowano wiekowo postaci – właśnie z tego powodu po nią sięgnąłem i nie żałuję spędzonego przy niej czasu.

 

Artur Wyszyński


Licencje:

Tekst: