Gone in 60 seconds

Gone in 60 seconds

2022-08-19 | Artur Wyszyński | Film | Wyświetleń: 155 | Wersja PDF | Wydrukuj
Czyli: Zamknij samochód, bo może on zniknąć w ciągu 60 sekund.

Są ludzie, którzy kombinują z samochodami. Kupują wraki, rozbierają je i złomują, ale zachowują numery seryjne i silnik. Potrzebują tego, że kiedy ukradną identyczny samochód, podmienią mu numery i samochód niby ten sam, a jest inny. Agenci ubezpieczeniowy i policja jest przekupiona, więc nie robi problemów. W samym Los Angeles ginie 2 miliony samochodów rocznie. Grypa właśnie skończyła rozbierać jeden samochód. Kolejnym zadaniem jest znaleźć „bliźniaka”, identyczny samochód, który trzeba ukraść, a następnie „zalegalizować”. Po niedługim czasie mają ów samochód. Lata 70 nie obfitują w wyrafinowane systemy antykradzieżowe, więc kradzież nie jest trudna.

Szykuje się duża robota dla zleceniodawcy z Argentyny. Duża partia samochodów musi znaleźć się w doku do soboty, najpóźniej do 17. Można dużo zarobić, ponad 200 tysięcy. ale jak się zawiedzie, będzie to opłakane. Czasu jest mało, a liczba samochodów to 48 sztuk, między innymi 9 Rolls Royce`ów, 7 innych limuzyn, kilka samochodów sportowych, wszystko z górnej półki. Plusem dla wykonawców jest to, że nie muszą im zmieniać numerów, tylko ukraść i dostarczyć samochody do doku. Inaczej nie mieliby szans, aby wyrobić się w terminie.

Aby się wyrobić potrzeba wszystkich ludzi. Nawet świeżo upieczony małżonek, zamiast udać się na miesiąc miodowy, musi pomóc w zadaniu. Złodzieje mają listę samochodów i miejsca, gdzie się one znajdują, nie będą jeździć na ślepo po mieście i szukać odpowiednich samochodów. Robota indzie jednak zgrabnie, głównie, przez nieostrożność właścicieli. Zostawanie niezamkniętych samochodów z kluczykami w stacyjce, trudno nazwać rozsądnym, a i samochody, jak już pisałem, są słabo zabezpieczone.

Temat filmu „Gone in 60 seconds” wydaje się interesujący, ale wykonanie jest już słabe, film jest nudny. Bohaterowie jacyś tam są, ale nie powalają oryginalnością. Są jacyś nieprzykuwający uwagi, może z wyjątkiem sceny ślubu w „Klubie Kościuszko”. Jak wymaluj ewidentne ślub polski. Ludzie w strojach krakowskich (bodaj, nie dam sobie głowy uciąć), to miły akcent.

Film mógłby zostać słaby i zapomniany, gdyby nie to, co dzieje się przez jakieś ostatnie 40 minut. Końcówka filmu to genialnie wykonana ucieczka samochodowa przed policją. Film nabiera wtedy tempa i widowiskowości. Smaczku dodaje fakt zniszczenia podczas tej ucieczki 93(!) samochodów. Rekord ten został pobity dopiero w „The Blues Brothers”. Robi to nawet teraz wrażenie.

Można chyba stwierdzić, że fabuła była tylko pretekstem do nakręcenia tej fascynującej sceny pościgu. Główny aktor, kaskader, reżyser, scenarzysta i producent w jednej osobie, H. B. Halicki, dobrze wiedział, co robi. Kupił okazyjnie niemal wszystkie biorące udział w wypadkach samochody. Sama scena pościgu jest znakomicie wykonana, nie było wtedy możliwości, aby posiłkować się potęgą CGI, więc wszystko musiało być naturalne. To widać i dlatego ten fragment filmu jest znakomity. Co prawda dziwi, jak uciekający samochód nadal jedzie, po niektórych ze zderzeń, ale czy gdyby z tak błahego powodu, jak byle stłuczka miał się zatrzymać, to film nadal byłby tak widowiskowy?

Gone in 60 seconds” chyba najlepiej oglądać ze świadomością, że prawdziwy film zaczyna się mniej więcej po godzinie, początek to nudnawy wstęp do prawdziwej akcji kina samochodowego z lat 70.


Tytuł: Gone in 60 seconds
Reżyseria H.B. Halicki

H.B. Halicki jako Maindrian Pace
Marion Busia jako Pumpkin Chase

Artur Wyszyński

Gone in 60 seconds: Maindrian Pace (H.B. Halicki).
Gone in 60 seconds: Maindrian Pace (H.B. Halicki).
 Ten tekst jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa
                        3.0 Polska.

Ten tekst jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.

Archiwum

Zobacz również: